Kołysząc się, kołysząc się
O czym śniłaś zanim zawroty głowy zaprosiły cię do snu?
W stolicy, która stała się węglem zbiera się szary pył i czarne płatki.
Bez parasolki, sam noszę mgłę zwaną rozpaczą.
Zapominając o świetle i sobie, liczę każdą noc na moich palcach.
Bez możliwości powrotu, bez zmian, stałem się zwiędłą lilią.
Pożądając cię, zapominam o tobie.
Dla ciebie mógłbym się zabić.
Moje myślące o tobie serce boli.
Bez ciebie, na co patrzę?
Karmazynowa łza spadła.
Miłość, której nie można związać,
W kółko i w
kółko
Rzeźbiła się
w moim ciele.
To nie do
końca uśpione ciało,
Które czasem
zgrzyta, odrzuca, jego powód zanika
Przytul,
przytul mnie mocno i pozwól odejść
Liż to
barwione śliną ciało
Przytul
mnie, przytul, pokaż swój sen,
Zawsze,
właśnie tak, pokazując nie kończący się sen .
Zmieniłaś
mnie, ale mimo to nadal chcę być kochany,
To chyba
moje ostatnie życzenie, prawda?
Nawet
patrząc na moje krwawiące ciało,
Bez bólu,
bez cierpienia, z pewnością się uśmiechniesz, co?
Przytul,
przytul mnie mocno i pozwól odejść
Liż to
barwione śliną ciało
Na zawsze, na
zawsze, chciałbym zasnąć,
Zanim
całkowicie znikniesz.
Chcę cię
zobaczyć,
Kiedyś
Ta blizna
zniknie.
Jeśli
przyjdzie czas, gdy się zmienię,
Wyrzucę ten
zardzewiały łańcuch,
By znów cię
spotkać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz